10 гадавіна смерці і 100 гадавіна нараджэння кс. пралата Міхала Варанецкага

Индекс материала
10 гадавіна смерці і 100 гадавіна нараджэння кс. пралата Міхала Варанецкага
Рэфэрат на тэму жыцця і дзейнасці кс. Міхала (на польскай мове)
Все страницы
       10 чэрвеня была 10 гадавіна смерці і 100 гадавіна нараджэння кс. пралата Міхала Варанецкага, які цалкам быў адданы для справы развіцця каталіцкага касцёла на Беларусі, а апошнія 8 гадоў свайго жыцця прысвяціў службе духоўным айцом у Вышэйшай Духоўнай Семінарыі ў Гродне.
       Былі запрошаны госці, сярод якіх прысутнічалі: Яго Эмінэнцыя кс. Кардынал Казімір Свёнтак, Яго Эксцэленцыя кс. Арцыбіскуп Тадэвуш Кандрусевіч, Яго Эксцэленцыя кс. Біскуп Аляксандр Кашкевіч, Яго Эксцэленцыя кс. Біскуп Антоні Дзям'янка, ксяндзы нашай і суседніх дыяцэзій, клірыкі і вернікі.
 

 

Праграма выглядаля наступным чынам:

 

9.30 – Ютрань за памерлых у інтэнцыі кс. пралата ў семінарыйнай капліцы;

10.00 – у аулі Яна Паўла ІІ былі прачытаны праз клірыкаў рэфераты, якія паказвалі жыццё кс. Міхала; таксама кс. Януш Пуліт паказаў фільм, які прадставіў сведчанне людзей аб кс. Міхале;
12.00 – св. Імша ў Гродзенскай Катэдры ў інтэнцыіі кс. пралата Міхала Варанецкага, якую цэлебраваў Яго Эмінэнцыя кс. Кардынал Казімір Свёнтак, а Яго Эксцэленцыя кс. Арцыбіскуп Тадэвуш Кандрусевіч сказаў гамілію;
15.00 – малітва вяночкам да Божай Міласэрнасці каля магілы памерлага.

KSIĄDZ MICHAŁ WORONIECKI CM

(23. XII. 1908 – 10. VI. 1998 )

KOLEJE ŻYCIA

Dzieciństwo i dom rodzinny

            Michał Woroniecki, syn Wiktora i Heleny (z domu Balińska), urodził się tuż przed świętami Bożego Narodzenia – 23 grudnia 1908 roku Pańskiego w Nowej Wilejce koło Wilna. W tamtejszym kościele pw. Św. Kazimierza poprzez Sakrament Chrztu świętego, udzielony zaledwie w dwa dni później przez Księdza Kanonika Edwarda Budkiewicza w obecności świadków Franciszka Naniewicza i Stefanii Balińskiej, włączono go w rodzinę dzieci Bożych. Po zakończonej uroczystości mama położyła niemowlę na ołtarzu, ofiarując je Bogu. Pragnieniem matki było, by jej pierworodny syn został księdzem. Właśnie tym pierworodnym był Michał. To gorące pragnienie nie opuszczało jej przez długie lata aż do dnia, kiedy ono zostało urzeczywistnione.

            Matka Helena, bardzo pobożna kobieta, w młodości pragnęła zostać zakonnicą. Marzenie to nie spełniło się, za to wymodliła powołanie kapłańskie Michałowi. Przyszły „ksiądz” tymczasem już jako 4 – 5 letni urządzał „procesje” ze śpiewaniem.

            Michał nie miał łatwego dzieciństwa. Już jako siedmioletni chłopiec, w 1915 roku wraz z rodzicami musiał opuścić rodzinną miejscowość. Zawierucha wojenna dała znać o sobie i w tych stronach. Zbliżał się front niemiecki. Car wydał nakaz ewakuacji wszystkich urzędników państwowych wraz z rodzinami w głąb Rosji. Ojciec przyszłego kapłana był naczelnikiem poczty, która mieściła się w ich domu. I oni więc musieli podzielić tułaczy los, wyruszając w nieznane. Po wybuchu I wojny światowej w 1915 roku razem z matką, bratem i siostrą wyjeżdża w głąb Rosji do Samary nad Wołgą, potem do Penzy na północy Rosji. Od 1916 roku Michał żyje z rodzicami w Petersburgu.

            Tam właśnie, w tym samym roku, w którym wybuchła rewolucja październikowa, Michał przeżywał o wiele łagodniejszą rewolucję duchową – po raz pierwszy mógł w pełni uczestniczyć we Mszy świętej przyjmując Sakrament Eucharystii, w kościele Św. Stanisława. Później będzie wspominał te chwile rewolucji październikowej, pisze: „Przypominam niepokoje, trwogi, strach i opowiadania o różnych zbrodniach, dokonywanych na carskich oficerach, urzędnikach, o polowaniu na burżujów po piwnicach i strychach. Pamiętam pogrzeb zabitych, niesionych w czerwonych trumnach w wielotysięcznym pochodzie przy śpiewie „Вставай поднимайся рабочий народ”. Oglądałem ten pochód z niewielkiej odległości.” W tych czasach, jako dziesięcioletni chłopak zaznał także i głodu. W Petersburgu również rozpoczął naukę w polskiej szkole.

Młodość

            Po podpisaniu traktatu Wersalskiego można było wracać do swoich rodzinnych stron, do Ojczyzny, która odzyskała wolność. Po trzech latach pobytu na obczyźnie ich rodzina mogła powrócić do rodzinnej Nowej Wilejki. Było to zimą 1918 roku. Wiosną 1919 roku wrócił z Rosji ojciec, ale niezadługo, 13 września tego samego roku zmarł na tyfus. Michał wtenczas chodził już do szkoły powszechnej, której kierowniczką była pani Ludwika Ussowiczówna. W jedenastym roku życia chłopca obciążyły problemy domowe (gospodarcze).

            Lata 1919 – 1920. Na Wileńszczyźnie niepokoje wojenne. Znowu przyszło się cierpieć głód i zbierać pokrzywę do jedzenia kilka kilometrów od domu.

            Michał został posłany do szkoły powszechnej w Wilnie, którą prowadzili Księża Misjonarze ze Zgromadzenia Świętego Wincentego á Paulo. Szybko dał się poznać jako niezwykle uzdolniony i nader pobożny uczeń. Niestety, trudności finansowe, jakie wówczas przeżywała jego rodzina, stały się wielką przeszkodą w kontynuowaniu nauki. Niespodziewanie z pomocą w tej sytuacji przyszedł przełożony zakonu Księży Misjonarzy, któremu podczas wizytacji szkoły przedstawiono uzdolnionego ucznia, twierdząc, że być może kiedyś w przyszłości będzie on księdzem.

           Dnia 20 listopada 1922 roku w kościele Świętego Kazimierza Michał przyjął sakrament bierzmowania, którego udzielił mu bp Jerzy Matulewicz, ordynariusz Wileński.

            Jako chłopiec Michał często służył do Mszy świętej Ks. Tadeuszowi Makarewiczowi, Ks. Władysławowi Araszkiewiczowi, Ks. Edwardowi Juniewiczowi i innym, którzy swoją dobrocią, miłością, pobożnością pokazali młodzieńcowi przykład świętego kapłańskiego życia.

 Powołanie do Kapłaństwa

            Przeczucia księży nauczycieli spełniły się. Po ukończeniu szkoły w Nowej Wilejce w 1924 roku Michał zgłosił się do Niższego Seminarium Księży Misjonarzy w Wilnie. Jak mówił sam: „To były najpiękniejsze lata mojej młodości. Entuzjazm był do wszystkiego. Niezapomniany okres, niezapomniane lata życia.”

Później wstąpił w 1927 roku do Wyższego Seminarium Księży Misjonarzy w Krakowie. Nowicjat odbył w Krzeszowicach i Krakowie. Po dwóch latach nauki złożył śluby zakonne 8 grudnia 1929 roku w Krakowie. Z wielką wdzięcznością wspominał Michał swoich pedagogów, profesorów, ojców duchownych: Ks. Józefa Barona, Ks. Jana Myszkę, którzy utwierdzali kleryków w powołaniu w duchu świętego Wincentego á Paulo.

W 1931 roku Michał zdaje maturę w Krakowie.

           W latach 1931 – 1935 uczy się w Instytucie Filozoficzno – Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie (Wyższe Seminarium Duchowne Księży Misjonarzy).

      Po ukończeniu powyższego Instytutu dnia 16 czerwca 1935 roku odbyło się największe wydarzenie w życiu Michała Woronieckiego – z rąk biskupa Stanisława Rozponda, biskupa sufragana krakowskiego otrzymał święcenia kapłańskie. Uroczystość odbyła się w kościele pw. Nawrócenia świętego Pawła Apostoła na Stradomiu w Krakowie.

         Mszę świętą prymicyjną ksiądz Michał celebrował w Wołkowysku 29 czerwca 1935 roku, gdzie żyła jego matka z bratem Henrykiem i rodziną wujka Pieślaka. Kazanie prymicyjne wygłosił ksiądz Franciszek Matelski, superior Łyskowski.

 Pierwsze duszpasterstwo

     W latach 1935 – 1936 Ks. Michał pracuje jako wikariusz przy kościele Świętego Krzyża w Warszawie, a także jako prefekt nauki religii w rzemieślniczej szkole wieczorowej.

     W 1936 – 1937 roku Ksiądz Michał został przeniesiony do Krakowa. Miał tam wykłady z matematyki i geografii w Małym Seminarium Księży Misjonarzy na Nowej Wsi. Posługiwał jako kapelan tamtejszego Szpitala Sióstr Miłosierdzia na Łobzowie w Krakowie.

       W roku 1937 z Woli Bożej został przeniesiony do Lwowa (Ukraina). Pracował tam jako kapelan w Państwowym Szpitalu Powszechnym przy ul. Głowińskiego 7. Miał bardzo dużo pracy w duszpasterstwie z chorymi. Nocne dyżury. Czasochłonne prowadzenie metrykalnych ksiąg.

        Wrzesień 1939 roku - wojna, agresja niemiecka, została Księdza Michała we Lwowie.

        Wkroczenie Czerwonej Armii do miasta Lwowa. Nowe władze radzieckie usunęły ze szpitala dyrektora Pohoreckiego i administratora Zawadzkiego. Kazano zamknąć kaplice, jakie znajdowały się na obszernym terenie tego szpitala. A było ich trzy i czterech kapelanów dla chorych: trzech dla rzymskokatolikow oraz jeden kapelan dla grekokatolikow. Zażądano zamknięcia tych kaplic dla chorych i personelu. Zabroniono usługiwania chorym potrzebującym sakramentów. Dla kapelanów wstęp do szpitala był zabroniony. Ksiądz Michał starał się jednak dobierać odpowiedni czas, by jakoś po kryjomu udzielać chorym sakramentów. Dyrektorowi jednak donoszono, że kapelan chodzi do chorych. Dyrektor stanowczo zabronił Księdzu Michałowi wstępu do szpitala. Zagroził karami i osobistą odpowiedzialnością za „nieposłuszeństwo”. Ostatni raz uczynił to w obecności nieznanej osoby z MGB (Мин. Гос. Безоп.)

       W 1941 roku - wojna między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Nastała okupacja hitlerowska. Łapanki. Aresztowania. Do skończenia wojny w 1945 roku Ksiądz Michał był kapelanem przy szpitalu, lecz teraz jego praca była z ograniczoną swobodą i terytorium i zabroniona przez dyrekcję szpitala.

        Po bitwie o Stalingrad, po klęskach zadawanych wojskom hitlerowskim przez Czerwoną Armię w 1945 r. nastąpiła bezwzględna kapitulacja wojsk niemieckich przed aliantami. Lwów i cała zachodnia Ukraina znalazły się pod administracją radziecką. Latem 1945 r. z zalecenia ministra S. Grabskiego, pełnomocnika Rządu Polskiego w Warszawie, Polacy winni byli opuścić Lwów i tereny zachodniej Ukrainy.

 Proboszcz w Łyskowie

 Z polecenia przełożonego miał wyjechać i Ksiądz Michał, okazało się, że wola Boża była inna. Po śmierci proboszcza w Łyskowie, wówczas dekanatu wołkowyskiego, tamtejsi parafianie na Białorusi prosili przez swego delegata, by do Łyskowa wyznaczono księdza. Delegat był stanowczy, nie zwracał uwagi na tłumaczenia przełożonego, że wszyscy Polacy opuszczają Lwów i wyjeżdżają do Polski. Ostatecznie wyznaczono Księdza do Łyskowa na proboszcza. Przyjął tę decyzję jako wyraz Woli Bożej.

        23 grudnia 1945 r. z rozbitego przez bombardowania dworca kolejowego we Lwowie, z dobowym prawie opóźnieniem, w wagonach w większości bez okien, przepełnionych zdemobilizowanymi żołnierzami wracającymi do domów Ksiądz Michał wyjeżdża z mamą ze Lwowa do Łyskowa. Spełnia tam obowiązki administratora misjonarskiej parafii, należącej do dekanatu wołkowyskiego.

        Parafia łyskowska zdziesiątkowana wywozami i wojnami była nieliczna. Ludność katolicka była rozsiana po futorach i prawosławnych wsiach. Nauczanie dzieci religii - było zabronione. Księdzu surowo zabroniono nauczać religii dzieci i młodzież i o tym często mu przypominano. Olbrzymie podatki za kościół, za ziemię, za gospodarstwo plebanijne były bardzo dokuczliwe, wyczerpywały pieniężne zapasy kościoła i parafian.

        W 1947 r. pełnomocnik do spraw religii w Brzesciu N.D. kazał podpisać deklarację, że księża nie będą uczyli systematycznie religii. Kto nie podpisze, ten nie otrzyma „sprawki” rejestracyjnej i będzie pozbawiony administrowania parafią. Jego zdaniem, tylko rodzice mieli prawo uczyć swoich dzieci pacierza i katechizmu.

        Parafianie łyskowscy byli bardzo życzliwi i ofiarni: pomagali pieniędzmi spłacać bardzo duże podatki za kościół. Chodzili do kościoła, korzystali z sakramentów św. i nabożeństw. Dzieci i młodzież chodziła również do kościoła, chłopcy mogli usługiwać do mszy św., dziewczynki chętnie brały udział w białej procesji. Na razie nie było to zabronione.

       Dzięki względnej tolerancji władz lokalnych, szczególnie przychylnego milicjanta dzielnicowego („uczastkowego”), udawało się Księdzu Michałowi gromadzić starszą młodzież do chóru, a nawet urządzać przedstawienia czy też tradycyjnego „Heroda” - samodzielnie zorganizowanego przez młodzież z osad Chorowszczyzny i Łubianki. Udawało się przeprowadzenie co roku katechizacji i przygotowania do I spowiedzi i komunii dzieci.

Któregoś jesiennego dnia 1948 r. przyjechała z Różany do Łyskowa rejonowa komisja i przejrzała bibliotekę domową Księdza Michała oraz książki przechowywane w kościele. W niektórych numerach czasopism sprzed 1939 r. („Rycerz Niepokalanej”, „Posłaniec Serca Jezusowego”, „Homo Dei”), znaleziono antykomunistyczne artykuły. Spisano protokół. Po pewnym czasie ta sama komisja znowu przejrzała książki i czasopisma, jakie przechowywało się w skrzyniach w zakrystii. Był to sygnał. Zbierano „materiały” do oskarżenia, „dowody”, jakiego jest ducha i nastawienia do władzy „właściciel” tej antyradzieckiej literatury.

        W wyniku powiadomiono Księdza Michała, że wzywa go pełnomocnik do spraw religii do Brześcia.

 Łagry sowieckie

Prużana

       20 maja 1949 roku w Łyskowie był piękny, słoneczny poranek wiosenny. Ksiądz Michał pożegnał się z matką i udał się drogą przez lasy do szosy, prowadzącej przez Prużanę do Brześcia. Nie spodziewał się, że do Łyskowa już nie wróci.

          Dostawszy się do Prużany, dowiedział się na stacji autobusowej, że godzina była późna, by do południa czy choćby po obiedzie trafić do pełnomocnika w Brześciu. Trzeba było szukać lokomocji w inny sposób. Udał się do p. Bułhakowej, tutejszej mieszkanki i znajomej. Była ona stróżem kościoła. Prosił ją, aby pomogła znaleźć transport do Brześcia. Trzeba było się śpieszyć. Pani Bułhakowa zatrzymała ciężarówkę. Jechali nią jacyś mężczyźni. Podniosła rękę. Zatrzymali się. Nie jechali do Brześcia. Trochę odjechali. Ciężarówka zatrzymała się. Dwóch mężczyzn zeskoczyło z samochodu. Jeden z nich, oficer, skierował się do Księdza Michała.

        - Здравствуйте – pozdrowił – Wy jakoś nie znajomy u nas... proszę pokazać bilet wojskowy. Pokazał. - Dlaczego bilet nie wymieniony? - Nikt tego nie żądał – odpowiedział Ksiądz Michał. - Trzeba to sprawdzić,  pójdziemy za mną.

        Przyszli do urzędu MWD. Na piętrze, gdy się zjawił Ksiądz, zauważył uśmiechniętych, ożywionych oficerów MWD. Cieszyli się, że Ksiądz tu jest, w ich rękach.

        Ksiądz Michał był zatrzymany przez urzędników MWD. Wołano go do gabinetów. Wypytywano. Jeden z oficerów prawie całą noc spędził na rozmowie z Księdzem Michałem na różne tematy. Inny oficer, noszący nazwisko Żukowski był niedelikatny i grubo się zachowywał, nawet straszył, wyciągając szufladę biurka z leżącym tam pistoletem.

          W tym czasie zatrzymania Księdza Michała przez władze MWD w Prużanie do Łyskowa zjeżdżali się śledczy oficerowie z Brześcia. W Łyskowie prowadzili oni rewizje w mieszkaniu, kościele, w piwnicach kościoła, w domu i piwnicach jego. Turbowano brata Ludwika Dziemianczyka, by pokazywał, gdzie Ksiądz chował radio, broń, dolary. Przekopywano ziemię w piwnicach, gdzie im się zdawało, że coś może być ukrytego z zakazanych rzeczy. Nie znaleziono niczego ani w piwnicach kościoła ani też w piwnicach domu misjonarskiego.

        Dwa dni Ksiądz Michał siedział w gabinecie, pilnowany przez żołnierza. Trzeciego dnia, wczesnym rankiem zauważył jakąś krzątaninę. Biegali oficerowie po korytarzach to do gabinetów, to gdzieś po schodach w dół. Wreszcie jeden z oficerów przyszedł do Księdza, scyzorykiem odciął guzik w spodniach i kazał zejść na dół. Kazał wejść do przygotowanej ciężarówki ze słomą na dnie rozłożoną i na tę słomę usiąść. Jeden z podoficerów pilnował Księdza Michała siedząc z nim a drugi przy kierowcy samochodu. Ciężarówka z „pasażerami” ruszyła – do Brześcia.

 Brześć

        Po kilku godzinach jazdy ciężarówka wjechała na dziedziniec śledczego więzienia MWD w Brześciu na ul. Lenina 7. Wprowadzono Księdza Michała do jednego z gabinetów na piętrze, gdzie urzędowano. Podano krzesło, poproszono usiąść.

        Urzędnicy MWD – jak zauważył sam Ksiądz Michał – byli pilnie zajęci zbieraniem materiałów dla oskarżenia go o wrogą działalność.

        Ksiądz nie był jeszcze aresztowany. Pilnował go tylko przy drzwiach żołnierz. Urzędnicy nie zwracali na Księdza Michała nawet uwagi. Byli zajęci pilnym zbieraniem „dowodów”. Czasem tylko o coś pytano. Kiedy godziny urzędowania się skończyły, wojskowi urzędnicy rozchodzili się do domów. Gabinet opustoszał. Odchodzący oficer zwrócił się do Księdza Michała:

        - Odpoczywaj tu, Woroniecki.

        - A gdzie? Łóżka nie widzę.

        - A gdzie chcesz. Możesz na biurku albo kładź się na podłodze.

        Ksiądz Michał wybrał kąt na podłodze. Zamiast poduszki podłożył pod głowę swoją teczkę i ułożył się do snu. Na korytarzu przy drzwiach pilnował żołnierz.

        Choć „łoże” było twarde, spało się dobrze. Po latach wspominał Ksiądz Michał.

        Z nastaniem dnia o zwykłej godzinie przyszli do swych biur urzędnicy MWD. Rozpoczęła się praca. Jednemu z oficerów polecono prowadzić tę sprawę. Przychodził do gabinetu z papierami, wypytywał Księdza, gdzie schował broń, złoto, jak organizował ludzi przeciw władzy sowieckiej i inne potrzebne mu dane. Był to sędzia śledczy, podpułkownik Matwiejew.

        Inny śledczy, Siergiejenko, bardzo gorliwie zajmował się zbieraniem danych, potrzebnych materiałów i dowodów oskarżających. Wobec mnie jak wspominał Ksiądz Michał, był grzeczny. Ale w Łyskowie, gdzie kazał przekopywać piwnice i schowki w kościele i domie buszował grubijańsko. Dowodów rzeczowych obciążających Księdza o przestępstwa nie znaleziono żadnych, co oczywiście denerwowało bardzo śledczych.

        Drugiego dnia pobytu i zatrzymania Księdza Michała przez MWD w Brześciu, po południu zawezwał go do swego gabinetu na parterze oficer z „operatiwki”. Grzecznie zapytał: - Jak się czujesz, jak sprawy twoje, Woroniecki.

        - Według mnie – odpowiedział Ksiądz – śledztwo idzie zupełnie sztucznie. Szuka się przestępstw dla mnie. Przymuszacie, abym wymyślił je, powiedział to co wy chcecie. Ja nie czuję żadnej winy ani jakiegoś przestępstwa przeciwko sowieckiej władzy. Wszystko to wygląda sztucznie.

        - No, przyznaj się do win. Nie chcesz się przyznać. Przyznaj się. Będzie ci lepiej. Zwolnimy cię. Powiedz całą prawdę.

        - Do czego mam się przyznać? Do tego czego nie popełniłem? Wymyślić coś przeciw sobie? To śmieszne – powiedział Ksiądz Michał.

        Nastała chwila milczenia. Urzędnik coś pisał w milczeniu.

        Wreszcie po namyśle wypowiedział zdanie, które Ksiądz Michał dobrze zapamiętał:

        - „Takich ludziej jak ty, Woroniecki, trzeba izolować.” – Potem kazał odprowadzić Księdza Michała.

        25 maja 1949 roku zaprowadzono Księdza do „operatiwki” i kazano podpisać dokument z sankcją prokuratora na aresztowanie. Gorliwość i spryt sędziego śledczego podpułkownika Matwiejewa okazały się skuteczne. Był człowiek więc nie problem dobrać dla niego odpowiednie paragrafy, dokazujące przestępstwa.

 Śledztwo

        Z chwilą aresztowania w dniu 25 maja 1949 roku utracił Ksiądz Michał wolność, stał się więźniem, przestępcą (rozumie się według zdania władz sowieckich). Zaprowadzono Księdza Michała do podziemia. Tam, w izbie przechowywania rzeczy musiał oddać: ręczny zegarek, pieniądze jakie jeszcze miał, płaszcz, teczkę z drobiazgami. Wszystko to spisano i położono do czasu ukończenia śledztwa. Na zegarek wypisano kwitancję.

        Dozorca poprowadził na korytarz, gdzie znajdywały się cele zamykane żelaznymi drzwiami, opatrzone zasuwami, zamkami i okienkiem – judaszem do podpatrywania więźniów.

Stanęli przed celą zdaje się № 7 - wspomina Ksiądz Michał. Nadzorca otwierał kluczem drzwi. Wysoko było małe, okratowane okienko wychodzące na dwór. Drewniane nary pokryte derkami. Nieznajomi więźniowie, starsi i młodsi wiekiem jedni stali w milczeniu inni siedli na nary. Po prawej stronie od drzwi w kącie stała drewniana beczka nakryta przykrywą. Był to poprostu wychodek ustawiony w każdej celi. Po lewej stronie małe półki na chleb, produkty, kubki. Między ścianą z drzwiami a narami była wolna przestrzeń, gdzie można było postać. Tak opisuje swą pustelnię Ksiądz Michał.

        Śledztwo prowadzono przeważnie nocami. Przeciągano je czasem do rana. Po wieczerzy, kiedy więźniowie układali się do snu, a częściej, kiedy już spali, z trzaskiem kluczów i zasuwek nadzorca otwierał drzwi i pytał w utartej formie.

        Jednej nocy nadzorca otworzył drzwi i zawołał:

        - Kto na „W”?

        - Woroniecki – odezwał się Ksiądz Michał.

        - Wychodź!

        Zaprowadził z rękami w tyle przez podwórko do następnego domu na drugie piętro do gabinetu prowadzącego moje śledztwo Matwiejewa pisze Ksiądz Michał. Kazał usiąść na taborecie. Zapisywał wszelkie dane – nazwisko, imię, data urodzenia, miejsce urodzenia itd.

        - A więc, Woroniecki, opowiadaj. Jak ty organizowałeś ludzi przeciw władzy państwa?  Mów!

        Z początku wspomina Ksiądz Michał, że się tłumaczył, „niczego podobnego nie czynił, że nie przyjechał do Łyskowa, aby zajmować się polityką i to wrogą. Żadnej organizacji nie zawiązywał. Publicznie, prawda, powiedział raz w kościele, że „u nich (władzy) Konstytucja mówi tak, a co innego robią”. – Nie uważałem tego za przestępstwo czy kłamstwo. Jako kapłan zajmowałem się tylko sprawami religijnymi – modlitwą, nabożeństwami w kościele, udzielaniem sakramentów wierzącym – mówił ksiądz Michał.

        Śledczy żadnych tłumaczeń nie przyjmował. Ciągle nastawał, aby koniecznie przyznać się do tego, czego jedynie śledczy chciał a czego Ksiądz Michał nie uczynił.

        Po przyprowadzeniu ze śledztwa do kamery współwięźniowie rozpytywali u mnie pisze ksiądz Michał, o co pytał sędzia śledczy, co mu odpowiadałem. Z pytań śledczego i moich odpowiedzi jedni wnioskowali, że wyrok wypadnie na 10 lat pozbawienia wolności, inni, że na 25 lat.

        W innej „biesiedzie” nocnej była mowa o antysowieckiej literaturze, którą swego czasu zabrano z zakrystii kościoła w Łyskowie. Tłumaczyłem, pisze Ksiądz Michał, że tą literaturę zastał tam po przyjeździe ze Lwowa; nie on ją kupował, ani nikomu nie rozdawał do czytania. Znajdowała się ona w zakrystii i tyle.

        Sędzia Matwiejew, wspomina ksiądz Michał, w czasie przesłuchiwań chwytał się wszystkiego, by udowodnić mi przestępstwa przeciwko władzy sowieckiej. Ale udowodnić zarzutów nie mógł. Dlatego bez końca powtarzał: - mów, opowiadaj, nie milcz.

        Śledczy, jak wspominał Ksiądz Michał, spisywał zeznania każdorazowo w protokołach. Każde przesłuchanie było zapisane a kiedy ono było zakończone sędzia je odczytywał i kazał podpisać. Treść i sens wypowiedzi czasem zmieniał po swojemu. Był bowiem nastawiony tylko na potępienie, na obciążenie winą człowieka i przytwierdzenie do tego „przestępstwa” paragrafu Kodeksu karnego.

        Śledztwo dobiegało końca. Rzadziej wzywano na przesłuchania. Współwięźniowie twierdzili, że sąd wyda wyrok na 25 lat łagrów. To ogólna norma od lat przyjęta praktyka i z tym trzeba się liczyć i na to się zgodzić.

        Ale sumienie, jak wspomina Ksiądz Michał było spokojne. Niektórzy pocieszali, że otrzymam wyrok na 10 lat pozbawienia wolności, bo skoro ma się odbyć sąd to i kara za winy będzie ogłoszona.

        Śledczy Matwiejew był jednak pewny pomyślnego dla niego końca śledztwa i pożądanego wyroku. Na jednym z przesłuchań końcowych przepowiedział:

        - Wyślę ciebie do kopalni miedzi. Popracujesz tam dwa lata i zdechniesz.

        Przed mającym się odbyć sądem, wspomina ksiądz Michał, wyprowadzono z dotychczasowej kamery gdzie był z innymi a przemieszczono mnie do małej celi w pojedynkę.

 Przed Wojskowym Trybunałem Wojsk MWD w Brześciu.

        Dnia 13 lipca 1949 roku wyprowadzono Księdza Michała i grupę sześciu ludzi, z którą związał go sędzia śledczy Matwiejew. Wprowadzono ich do sali sądowej przed Wojskowy Trybunał Wojsk MWD okręgu Brzeskiego. Sąd odbywał się przed kolegium sędziów pod przewodnictwem majora justicji Kazancewa. Sędzia przesłuchiwał oskarżonych w ułożonym porządku: Szkulepa, Kołogriw, Kozodoj, Stasiukiewicz, Wolny, Panasik i na końcu Woroniecki. To była właśnie ta podpolna organizacja, której Ksiądz Michał miał przewodzić, do której miał werbować i dawać zlecenia. Kilku chłopców owej grupy, jak Kozodoja, Kołogriwa czy Stasiukiewicza i Panasika prawie wcale Ksiądz Michał nie znał, może kiedy, przypadkowo tylko ich spotkał. Byli to chłopcy obcy i w dodatku wyznania prawosławnego, oprócz Panasika, mało mu znanego parafianina.

        Na stole sędziowskim leżały grube tomy rękopisów – zeznań spisywanych w czasie przesłuchań.

        Major justicji wszystkim udowodnił przestępstwa. Księdzu Michałowi narzucono dodatkowe zło, bo zatwierdzono antysowiecką organizację.

        Po zarządzonej przerwie ogłoszono wyroki. Sześciu zostało skazanych na 25 lat obozów pracy (ИТЛ – исправительно-трудовые лагеря / poprawczo- robotnicze obozy) na 5 lat pozbawienia praw obywatelskich i konfiskację całego osobistego mienia. Siódmy z tej grupy Stasiukiewicz skazany został na 10 lat obozów pracy i 3 lata pozbawienia praw obywatelskich.

        Żadne bowiem z zarzucanych przestępstw nie było aż tak wielkim przestępstwem i nie zasługiwało na tak niezmiernie niesprawiedliwą karę. Ale – wtenczas – taka była koniunktura, przemoc i gwałt podtrzymywane terrorem, wspominał ksiądz Michał Woroniecki.

 DŻEZKAZGAN RUDNIK

Karagandziński okręg Kazach. SRR - 1949-1955

        W kilku obozach dżezkazgańskich znajdowali się więźniowie wyłącznie polityczni. Władze wojskowe, które ich strzegły, uważały tych więźniów za najgorszych wrogów państwa. „Żołnierze! Pamiętajcie, że strzeżecie samych najgorszych wrogów państwa” - przypominali codziennie oficerowie żołnierzom, którzy konwojowali więźniów prowadzonych do pracy.

        W dżezkazgańskich łagrach w owym czasie znajdowało się 12 księży Polaków: ks. Władysław M. z Łotwy, ks. Antoni Kujawa z Żołudka, ojcowie Paweł i Beniamin Kozera, karmelici bosi z Wilna, o. Antoni Ząbek SJ, ks. Michał Woroniecki CM z Łyskowa, ks. Władysław Bukowiński ze Słucka, o. Kamil Władysław Wełymański, franciszkanin z Wilna, ks. Wacław Piątkowski z Brześcia, ks. Stanisław Bohatkiewicz z Pelikan, o. Stanisław Ryszard Grabski, kapucyn, ks. Wacław Sekisz. Księża starali się korzystać z wolnego czasu i wybranego miejsca, aby dla zebranej gromadki wierzących odprawić mszę św., przeczytać im słowo Boże, powiedzieć naukę. Trzeba było jednak oglądać się, aby w czasie religijnego zebrania nie nadszedł „nadzieratiel”, czyli dyżurujący podoficer, który czasem przechadzał się po barakach w celu obserwowania porządku. Wspomina ksiądz Michał. Modlitewne zebrania były zabronione. Tylko pojedynczo można było się modlić. Napotkana przez „nadzieratiela” gromadka modlących się była rozganiana. Kazano się rozchodzić i przypominano słowo: „Nie wolno. Tutaj nie kościół”.

        Jednak religijne zebrania wspomina Ksiądz Michał, wierzących zwykle się udawały. W niedziele i święta, a także i w dni powszednie, po przyjściu z obiektów pracy, księża zbierali grupki swoich wyznawców na mszę św. albo na konferencję czy po prostu na wspólne biesiady.

        Urządzany był tradycyjny wspólny opłatek czy święcone. Składano nawzajem życzenia, wspominano o swoich rodzicach, żonach, dzieciach. Przy tej sposobności dawało się do czytania polską książkę, katolickie czasopismo czy gazety, przesyłane (pośrednio) w paczkach. Dla księży były urządzane również konferencje. Prowadził je jak wspomina ksiądz Michał, bardzo udanie ks. Władysław Bukowiński.

        Pierwszą mszę św. w dżezkazgańskim obozie Ksiądz Michał odprawił 25 grudnia 1949 r. w uroczystość Bożego Narodzenia. Jako ołtarz służyła nocna szafka stojąca między piętrowymi narami. Jako mszał służył tekst laciński De Beata, przepisany łaskawie do zeszyciku przez ks. Władysława N., który użyczył na początek także trochę wina i opłatków. Była spowiedź i komunia św. w miejscu podobnym raczej do stajni niż do świątyni. Jako kielicha użył Ksiądz Michał zwykłego kubeczka.

        Pierwszą mszę św. w kopalni miedzi nr 3 zwanej „Kresto Zapad” odprawił w nocy 17 marca 1945 r. W tej kopalni ksiądz Michał miał możność odprawić 140 mszy św. i to w porze tylko nocnej (około godziny 3).

        W latach 1950-1956 w obozie w Dżezkazganie odprawił Ksiądz Michał ponad 840 mszy św. Były odprawiane pasterki w nocy, msze rezurekcyjne ze słowem Bożym i komunią św. po odbytej spowiedzi. To wszystko krzepiło i utwierdzało w więźniach wiarę.

        Święta Wielkanocy w 1954 r. spędziliśmy w nastroju prawdziwie świątecznym wspominał Ks. Michał. Niemal wszyscy Polacy brali udział we Mszy Św., przystąpili do Komunii św. Poza tym czas przebiegał na wspólnej rozmowie i wzajemnych odwiedzinach. Ks. Stanisław Bohatkiewicz, a także ks. Michał Woroniecki otrzymali od swoich matek z Wilna paczki świąteczne, w których były pisanki wielkanocne, opłatki, rodzynki, słonina, konserwy i inne cenne produkty. Dzielili się ze swymi rodakami tym, co otrzymali od swoich rodzin.

        W lipcu 1956 r. łagry w Dżezkazganie-Rudniku zostały zlikwidowane. Więźniowie otrzymali wolność na podstawie postanowienia Najwyższej Rady ZSSR, której pełnomocni przedstawiciele przeglądali na miejscu, w obozie, sądowe sprawy każdego i wydawali dokumenty oswobodzenia z obozu: świadectwo pracy, paszport, bilet na drogę i prowiant (chleb, cukier i ryba). W ciągu trzech dni należało opuścić obóz. Wolność otrzymał Ksiądz Michał 14 lipca 1956 r.

 Różana

 

        Rok 1956 przyniósł stopniową polityczną „odwilż”. Rozpoczęły się procesy rehabilitacyjne wielu więźniów politycznuch, którzy nareszcie mogli się cieszyć upragnioną wolnością. Także czas zesłania Księdza Michała został skrócony. Nie mógł już jednak powrócić do swojej parafii. Po powrocie z przymusowej izolacji, na polecenie ks. Wacława Piątkowskiego, wikariusza generalnego pińskiego, objął Ksiądz Michał parafię w Różanie w sierpniu 1956 roku aż na trzydzieści cztery lata.

        Parafia różańska, po wyjeździe księdza proboszcza do Polski w roku 1945, została bez właściwej opieki duszpasterskiej przez 10 lat. Od czasu do czasu pozwalano księdzu Izydorowi Borysowi z Kosowa dojeżdżać na pogrzeby lub - za pozwoleniem pełnomocnika okręgowego - na odprawianie nabożeństwa w przypadającą uroczystość.

        Katolików w parafii różańskiej była garstka wobec przytłaczającej liczby prawosławnych. W parafii nie było ani jednej wsi katolickiej.

        Po przyjeździe Księdza do Różany szpiegowano go i obserwowano ze strony MGB przez kilka pierwszych lat.

        Po zarejestrowaniu na pracę w rejonie różańskim były określone prawa i często przypominano Księdzu Michałowi, co może, a czego nie wolno mu czynić. Szczególnie surowe były uwagi co do dzieci i młodzieży. Tylko rodzice mają prawo uczyć religii swoich dzieci. To była bardzo przewrotna i obliczona na dalszą perspektywę zasada.

        Cyniczne były zapewnienia pełnomocników do spraw religii, że młodzież po ukończeniu 18 lat ma prawo praktykować swoją wiarę.

        W 1960 roku przypadł Jubileusz 25-lecia święceń kapłańskich Księdza Michała Woronieckiego.

        Dnia 21 września 1963 roku umiera jego matka p. Helena Woroniecka w Różanie. Jak wspomina – Ksiądz Michał – „Wiele napracowała się i nacierpiała w swoim wdowim stanie”. Sam Ksiądz Michał przewodniczył ceremonii pogrzebowej. Mama na jej życzenie została pochowana na cmentarzu Antokolskim w Wilnie.

        W okresie około 30 lat z różańskiego kościoła korzystało z posługi Księdza Michała 12 parafii w promieniu 42 - 63 i więcej km (od Puszczy Białowieskiej aż po Słonim), gdyż nie mieli własnego kapłana. Wolno było Księdzu Michałowi dojeżdżać zaledwie do kilku parafii – Słonimia, Kosowa, Porozowa, Szereszewa. W 1968 – 1970 r. Ksiądz Michał dojeżdża do Kosowa z posługą kapłańską po śmierci tamtejszego proboszcza Księdza Izydora Borysa. Od 1976 po 1988 dojeżdża z posługą kapłańską do parafii Porozowo. Między innymi dojeżdżał do parafii w Słonimiu odległego około 40 km od Różan. Ponieważ parafialny kościół p.w. św. Andrzeja był zniszczony i nie funkcjonował, lecz kościół p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP był zawsze czynny mimo tego, że nie było księdza. I właśnie Ksiądz Michał zgodził się tam dojeżdżać z posługą duszpasterską (od 1977 roku po 1986).

        Był okres surowego zakazu prowadzenia dzieci do kościoła, nawet małych na rękach matek. Członkom komitetu parafialnego kazano stać przy drzwiach kościelnych, pilnować i nie wpuszczać dzieci do kościoła oraz rodziców z dziećmi. Wierzący odrzucili stanowczo ten zakaz władz polecając, aby sama władza postawiła milicjantów, by stali przy drzwiach kościelnych i wykonywali to polecenie albo by urzędowe rozporządzenie na piśmie naklejono na drzwi kościoła. Sami wierzący odważnie sprzeciwiali się tym niegodziwym zarządzeniom i władze ustąpiły.

        Następowały jednak inne i coraz to nowe rozporządzenia władz. Przewodniczący komitetu kościelnego powinien był wpisywać dane statystyczne, dotyczące przeważnie liczby chrztów i ślubów (a także i innych obrzędów) za miesiąc, kwartał, pół roku i za rok, i przesyłać to władzom. Od rodziców wymagano, by osobiście byli przy chrzcie ich dzieci i mieli ze sobą dokumenty urodzenia dziecka i swoje paszporty. Potem zarządzano, aby i kumowie przedstawiali swoje paszporty. Kiedy to nie odstraszało rodziców od chrzczenia dzieci w kościele, wymyślono inne zarządzenia. Matka i ojciec powinni wyrazić na piśmie swoją zgodę i prośbę o ochrzczenie ich dziecka. Prośba ich miała być własnoręcznie podpisana przez ojca i matkę z podaniem swego adresu.

        W urzędzie rady miejskiej przetrzymywano całymi dniami księgi metrykalne chrztów i ślubów, wbrew przepisom władz okręgowych. Kiedyś zastępca przewodniczącego Rejonowej Rady Deputatów Rady Robotniczej w Prużanie kazał Księdzu proboszczowi różańskiemu oddać klucze od kościola stróżowi. Zabronił mu codziennego odprawiania nabożeństw w kościele. Mszę może odprawiać tylko w niedzielę i uroczystości oraz w jeden dzień w tygodniu, dowolnie wybrany przez siebie. Wreszcie podlegać nie władzy Watykanu, ale patriarsze moskiewskiemu. Po tygodniu pełnomocnik do spraw religii w Brześciu te zarządzenia „niedoświadczonego”, ale zbyt gorliwego w ateizmie urzędnika zniósł i przywrócił dawny porządek.

        W ostatnich latach (1979-1981) - następowały bardziej swobodne czasy dla Kościoła. Kto rozumiał znaczenie Kościoła, jego nauczanie i jego autorytet, ten cenił i korzystał chętnie z posługi duszpasterzy. Do różańskiego kościoła na msze i uroczystości przyjeżdżano z odległych nieraz okolic. Na Wielkanoc kościół był zawsze pełny wiernych. Korzystano z okazji odbycia spowiedzi. Młodzieży jednak i dzieci bywało mało.

        Kościół w Różanie przez długie lata spełniał bardzo ważne zadania głoszenia prawdy Bożej, utwierdzania chrześcijan w wierze i przywiązania do Kościoła katolickiego, w którym widziano ostoję, ratunek i niezniszczalną prawdę, gwarantem tego był Ksiądz Michał Woroniecki kapłan Chrystusowy.

        Rodziny katolickie, oparte na silnej wierze w Boga, prosty lud wierzący, który bardzo cenił codzienną modlitwę, nabożeństwa i różne praktyki religijne w domach, np. nabożeństwo majowe, odmawiany wspólnie po domach różaniec, śpiewy kolęd i pieśni religijnych, garnąc się do spowiedzi i komunii św., potrafił wytworzyć ochronną barierę nie pozwalającą systemowi totalitarnemu zniszczyć ich prostej, choć może niekonsekwentnej, ale mocnej wiary, wytworzyć pancerz, od którego odbijały się wszystkie ataki ateizacyjne i ideologiczne. Te rodziny, „silne Bogiem”, są świadectwem żywej wiary powtarzał ksiądz Michał.

        Od ogłoszenia głasnosti i wolności religii za czasów Michaiła Gorbaczowa zmieniła się sytuacja Kościoła: pozostały jednak fatalne następstwa 72 lat, a więc trzech pokoleń ludzi, wychowanych w duchu doktryn marksistowskich.

        W 1985 roku Ksiądz Michał obchodzi Jubileusz 50-lecia święceń kapłańskich. Była to wielka uroczystość: dużo księży, siostry zakonne i tłumy ludu wiernego z różnych parafii. Wszyscy kto znał księdza spieszyli złożyć mu serdeczne życzenia i podziękować za posługę i autenteczne kapłańskie życie. 28 sierpnia 1990 roku Ksiądz Michał dekretem Księdza biskupa Tadeusza Kondrusiewicza został zwolniony z obowiazków proboszcza w Różanie, a naznaczony na Ojca Duchownego Wyższego Seminarium Duchownego w Grodnie. Tę zmianę ogłosił uwczesny Ksiądz prałat Kazimierz Swiątek wikariusz generalny piński, który przewodniczył temu pożegnalnemu nabożeństwu w kościele różańskim. Po Mszy św. odbyło się przekazanie parafii nowomianowanemu proboszczowi różańskiemu – Księdzu Tadeuszowi Tumasowi CM. Po 34 latach posługi kapłańskiej w parafii, Ksiądz Michał opuścił Różanę 3 września 1990 roku przeniósł się do Grodna.

Grodno

        Rok 1990 w życiu kapłańskim Księdza Prałata Michała Woronieckiego z woli Bożej –jak sam to określił – był nacechowany osobistymi i kościelnymi wydarzeniami. A to wszystko ze względu na przewidziane obowiązki jakie miał pełnić w odradzających się strukturach kościoła na Białorusi. 26 stycznia 1990 roku ks. prałat Kazimierz Świątek oznajmił decyzję ks. bpa Tadeusza Kondrusiewicza o utworzeniu Sądu Kościelnego, a księdza Michała mianował Oficjałem Sądu Biskupiego w Grodnie. 3 czerwca 1990 roku w uroczystość Zesłania Ducha Świętego w Katedrze Pińskiej ksiądz Michał otrzymał papieski dokument, zaliczający go do grona Kapelanów Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II. O ten honorowy tytuł prałata postarał się ks. bp Władysław Jędruszuk, biskup w Drohiczynie. W tym samym roku w Grodnie powstało Wyższe Seminarium Duchowne. Po otwarciu Seminarium, ówczesny ks. bp Tadeusz Kondrusiewicz mianował księdza Michała Ojcem Duchownym Seminarium i wyznaczył również wykłady: Lekturę Biblijną, Historię Zbawienia, Wstęp do teologii duchowości (ascetykę) i język grecki. Ksiądz Michał stał się wychowawcą seminarzystów nas tu obecnych, spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Darzył nas (swoich wychowanków) prawdziwą miłością ojcowską, zwracając bacznie uwagę na nasz (ich) duchowy rozwój. Odznaczał się nie tylko młodością ducha, niezwykłą pogodą i żywotnością, ale także doskonałą pamięcią. Był nauczycielem, który własnym przykładem potwierdzał prawdziwość głoszonej nauki.

        W dniach 2 – 5 stycznia 1991 roku Ksiądz biskup Tadeusz Kondrusiewicz, Administrator Apostolski dla katolików na Białorusi delegował księdza Prałata Michała do Pragi na Międzynarodowe Sympozium, jako przedstawicieli Wyższego Seminarium Duchownego w Grodnie Księdza Michała Woronieckiego CM i Księdza Prałata  Jerzego Lewińskiego. Tematem którego było: „Kościół, jako świadek pod władzą komunistyczną w Europie”.

        W dniach od 11 po 14 sierpnia 1991 roku Ksiądz Prałat Michał bierze udział w Kongresie Teologów Europy Środkowo – Wschodniej w Lublinie i wygłasza tam referat: „Świadectwa lokalne Kościoła” /Łysków, Dżezkazgan Rudnik, Różana/.

        15 sierpnia 1991 roku Kongres Teologów. Ksiądz Prałat Michał Woroniecki spotkał się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w Częstochowie, zaproszony został na obiad z Ojcem Świętym. Jak wspomina później, to było jego pierwsze spotkanie z Głową Kościoła Powszechnego.

        Na polecenie Nuncjatury Apostolskiej w Moskwie Ksiądz Prałat Michał udał się do Rzymu na Synod Biskupów Europy, uczestniczy na synodzie w roli audytora. Synod ten trwał od 28 listopada do 14 grudnia 1991 roku w Watykanie. 6 grudnia tegoż roku Ksiądz Michał wygłosił referat w obecności Ojca Świętego Jana Pawła II w języku polskim: „Powołania Kapłańskie i formacja w krajach postkomunistycznych”. Kilkakrotnie spotkał się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Również 8 grudnia był na obiedzie z biskupami z ZSRR u Jana Pawła II.

        W dniach 19 – 23 sierpnia 1992 roku bierze udział na Zjeździe Polonii i Polaków z zagranicy w Krakowie.

        W dniach od 13 po 19 września 1993 roku uczestniczy w VIII Międzynarodowym Kongresie Prawa Kanonicznego w Lublinie na KUL-u. Tematem Kongresu: „Kościół - Państwo”.

        Dnia 14 stycznia 1995 roku Ksiądz Michał został nominowany przez Księdza biskupa Aleksandra Kaszkiewicza ordynariusza diecezji grodzieńskiej członkiem Kolegium Konsultorów (na 5 lat).

        A od roku 1996 Ksiądz Michał został mianowany Wikariuszem Generalnym diecezji grodzieńskiej.

        Całe życie księdza Michała było skromne i na zewnątrz nie zaznaczyło się niczym nadzwyczajnym. Ale była to autentyczna świętość. Był zawsze skupiony i poważny, ale nie smutny. Bardzo opanowany. Sam nie szukał towarzystwa ludzi. Każdą okazję wykorzystywał, aby mówić o Bogu, który był dla niego wszystkim. Z jego żywej wiary i postawy wobec Boga rodził się u niego ogromny spokój wewnętrzny. Miał jednak poczucie humoru i umiał śmiać się serdecznie.

        Jego życie to klasyczny przykład powiązania kontemplacji z apostolatem. To ciągła modlitwa i praca.

        Wysłuchał tysięcy spowiedzi, przeprowadził kilkanaście serii rekolekcji oraz wygłosił wiele konferencji i kazań.

        Zawsze przystępny i uśmiechnięty, gotów był służyć pomocą każdemu potrzebującemu. Wytrwale, ale bez rozgłosu pełnił swą służbę dla drugich.

        Pełniąc funkcję Ojca Duchownego w Seminarium w Grodnie zabiegał głównie o wysoki poziom duchowy przyszłych kapłanów. Wychował szeregi światłych księży. Umiejętnie troszczył się o duchową formację kleryków. W tej pracy wykazał ogromny zapał, umiłowanie młodzieży i zdumiewająco niewyczerpaną cierpliwość. Pracy tej oddał się całkowicie zabiegając o dobro duchowe swych wychowanków.

        Wykazał wielkie zdolności pedagogiczne. Jako wykładowca stosował urozmaicone metody dydaktyczne. Był ceniony i lubiany przez – kleryków. Poprostu był „urodzonym” wychowawcą.

        Był człowiekiem głebokiej wiary. Niczego nie lekceważył. Miał wymierzony każdy krok, ruch i każdą jednostkę czasu.

        Zdumiewało, że wszystkie swoje zadania wykonywał sumiennie, gorliwie i z wielką roztropnością. Był wielkim miłośnikiem ubóstwa i człowiekiem ogromnego umartwienia.

        Radował się wszystkim co dobre i ładne. Umiał też szczerze interesować się kłopotami innych. Był człowiekiem zdecydowanie panującym nad sobą, zawsze uśmiechniętym i życzliwym dla swego otoczenia. Cechowało go wewnętrzne uciszenie i równowaga. Żadna też sytuacja nie potrafiła „zgasić” jego pogody ducha.  Wobec siebie był wymagający i krytyczny.

        Był człowiekiem, który o niczym nie decydował pochopnie. Każdą sprawę starał się dobrze zrozumieć, przemodlić i dobrowolnie przyjąć. Kiedy zaś uznał coś za wartość, wówczas angażował się całkowicie i nieodwracalnie.

        Posiadał dar dojrzałego zrozumienia obowiązków. Żył skromnie i ubogo. Gardził przepychem.

 ODCHODZĄC DO WIECZNOŚCI

         W ostatnich godniach jego życia alumni dzień i noc czuwali na modlitwie przy łożu dotkniętego cierpieniem swojego Ojca Duchownego. Jakże wymowną była ta ostatnia już udzielana przez niego lekcja. „Jestem gotowy na spotkanie z Chrystusem” „Nie módlcie się dla mnie o zdrowie, módlcie się o to, by wypełniła się Wola Boża względem mnie, „W cierpieniu nie trzeba zadawać sobie pytania „dlaczego?" ale „dla Kogo?" - mówił ciężko chory, dodając: „Jestem niezmiernie szczęśliwy, że Pan Bóg obdarzył mnie łaską cierpienia". Z dnia na dzień stawało się ono coraz większe, prowadząc ku zupełnemu wyniszczeniu organizmu. Ksiądz Michał zakończył swoją ziemską pielgrzymkę dokładnie w tym samym czasie, kiedy jego wychowankowie, odprawiając swoje pierwsze Msze święte zaczynali zapisywać karty kapłańskiego życia.

        W przeddzień uroczystości Bożego Ciała przekroczył próg wieczności, odszedł do Pana po wieczną nagrodę Jego niestrudzony apostoł, człowiek i kapłan wiary, mąż niezachwianej nadziei i miłości, którego życie wpisane zostało w wielką kartę Kościoła tej ziemi – śp. Ks. Michał Woroniecki CM. .

POŻEGNANIE

         „Bo życie Twoich wiernych, Panie, zmienia się, ale się nie kończy". Alumni i księża przez cały czas modlili się przy trumnie Zmarłego. W uroczystej procesji została ona przeniesiona najpierw do seminaryjnej kaplicy, a następnie do bocznej nawy w kościele pobernardyńskim. Przez trzy dni wierni gromadzili się, czuwając na modlitwie. 12 czerwca o godzinie 15-tej odprawiona została Msza święta pogrzebowa, której przewodniczył Jego Eminencja ksiądz Kardynał Kazimierz Świątek w asyście Jego Ekscelencji księdza Biskupa Aleksandra Kaszkiewicza i Wizytatora Zgromadzenia Księży Misjonarzy z Krakowa - ks. dra Bronisława Sieńczaka. W koncelebrze uczestniczyło około stu kapłanów z całej Białorusi, a także z Polski. Nie wszyscy mogli osobiście przybyć, aby pożegnać Zmarłego. Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, przysyłając telegram kondolencyjny, zapewnił, że w tym samym czasie będzie jednoczył się na modlitwie, odprawiając w Moskwie Mszę świętą w intencji Zmarłego. Ksiądz prałat Zygmunt Sędziak odczytał telegram kondolencyjny od biskupów z Ełku.

        W tym dniu kościół pobernardyński w Grodnie wypełniony był po brzegi. Nie zabrakło wiernych,. którzy z różnych zakątków Białorusi przybyli, aby móc pożegnać świątobliwego kapłana i modlić się, dziękując Bogu za dar jego życia i kapłaństwa.

 OSTATNIA DROGA

        Po zakończeniu Mszy świętej trumnę wśród śpiewów i modlitw w uroczystej procesji przeniesiono z kościoła na cmentarz Pobernardyński. To była prawdziwa manifestacja wiary. Przypadkowi przechodnie zatrzymywali się zaciekawieni. Z wielu okien mijanych budynków wyglądali ludzie. Z pewnością wszyscy zadawali sobie to samo pytanie: kim był człowiek, którego z takimi honorami odprowadzano na miejsce ostatniego spoczynku? Cichy i niezmiernie pokorny za życia kapłan niespodziewanie znalazł się tego popołudnia w centrum zainteresowania. „Przede wszystkim był on człowiekiem i kapłanem wiary. Wiary mocnej, wypróbowanej, niezachwianej. Był on świadectwem tej wiary. Jego życie ludzkie i jego kapłaństwo było jednym wielkim znakiem" - powie o nim w refleksyjnej zadumie przy grobie Zmarłego J. Em. ksiądz Kardynał Kazimierz Światek.

 PO TAMTEJ STRONIE

Dość często seminarzyści i księża (szczególnie trzeba tu nadmienić przyjaciela księdza Michała księdza Prałata Jerzego Lewińskiego, który nie zależnie od pory roku, pogody i samopoczucia) gromadzą się przy grobie księdza Michała. Pamiętają o świątobliwym Ojcu Duchownym i pragną tę pamięć ocalić. Jej znakiem są płonące światła przy mogile (światło lampionów nie gaśnie dzięki systematycznej opiece księdza Tadeusza Wyszyńskiego współbrata w charyzmacie założyciela) i płynące z tego miejsca gorące modlitwy. Jak echo pobrzmiewają w tym miejscu słowa z homilii wygłoszonej podczas Mszy świętej pogrzebowej: „Śp. ksiądz Michał żył nie dla siebie i nie dla siebie umarł. Umarł dla Pana, ale i dla nas. Odszedłszy z tego świata nie przestaje być dla nas. On już w inny sposób nas wspomaga z tamtego świata. Już nie cierpieniem, już nie kazaniem, ale swoim orędownictwem u Boga. Pan zatroszczy się o to, aby jego owoc wciąż trwał. Aby zaowocował nowymi kapłanami na tej ziemi, aby zaowocował świętością wiernych świeckich. Niech odpoczywa w pokoju za trudy kapłańskiego życia i niech nas wspomaga w domu naszego Ojca gdzie i dla nas jest przygotowane miejsce i niech tam na nas czeka i niech nam pomoże osiągnąć to miejsce". powiedział kaznodzieja.

przedstawili:
ks. Rektor Józef Staniewski
dk. Paweł Adamowicz
kl. Oleg Kononowicz
kl. Paweł Oleskiewicz